Myśliwy myśliwemu wilkiem

Jakiś czas temu, jeszcze w trakcie rykowiska, natknąłem się na kilka zdjęć ciekawych byków jeleni pozyskanych przez naszych kolegów. Coś mnie podkusiło, żeby przejrzeć komentarze pod fotografiami umieszczonymi na myśliwskich stronach w portalach społecznościowych. Sam mam blog, więc wiem, ile szamba wylewa się w internecie na wszystkich publikujących w dobrej wierze, jednak zdumiało mnie nowe zjawisko hejtu między myśliwymi. Postanowiłem nieco więcej czasu poświęcić na prześledzenie komentarzy pod zdjęciami ze strzeloną zwierzyną.

Do tej pory przy tematach dotyczących łowiectwa spotykałem się z walką ideologiczną między pseudoekologami a myśliwymi. Obecnie okazuje się, że najbardziej walczymy sami z sobą z banalnych pobudek – przez zazdrość i w imię pseudopoprawności politycznej. Czy naprawdę tak trudno powiedzieć: „Darz bór, kolego! Gratuluję!”? Czy naprawdę trzeba urządzać coś na kształt rywalizacji w tym, kto jest lepszym i bardziej etycznym myśliwym? Nie od dziś wiadomo, że nad łowiectwem w Polsce wiszą czarne chmury, jednak jak zobaczyć przez nie promień słońca w momencie, kiedy sami siebie obrzucamy błotem? Co pozostało po wzajemnej życzliwości, wpajanej każdemu z nas na kursie dla nowo wstępujących? Przecież nie musimy się wszyscy lubić – wystarczy, abyśmy się szanowali, bo jesteśmy myśliwymi, grupą, którą łączy pasja.

Trollowanie i hejtowanie innych polujących przez część z nas doprowadziły według mnie do smutnej hipokryzji. Myśliwi boją się czy wstydzą przyznać do tego, że są myśliwymi, a z drugiej strony, gdy już św. Hubert podarzy im wyjątkowym trofeum, na siłę dorabiają do tego historię mającą na celu uzasadnić odstrzał. Po przejrzeniu dostępnej w internecie galerii z rykowiska zauważam jedną tendencję – jeżeli na zdjęciu widnieje trofeum medalowe, to prawie zawsze zostaje uzupełnione podpisem w formie tłumaczenia się, że ten byk był już stary, tak stary, że ciągnął łeb po ziemi, i właściwie ulżyłem mu w cierpieniu, że jeszcze jeden rok i by było po nim. Oczywiście obracam to teraz w żart, ale tak to wygląda. Ilu z nas potrafi przyznać, że strzeliło jelenia, bo był wyjątkowy? Piękny? Szczególnie mocny? Jeżeli wykonujemy polowanie zgodnie z prawem oraz prowadzimy odstrzał zgodnie z kryteriami selekcji, to dlaczego mamy się usprawiedliwiać? Przecież pozyskane w taki sposób zwierzę stanowi chlubę, a nie powód do wstydu!

Bardziej mogę zrozumieć to, że ciągle musimy jako myśliwi uświadamiać część społeczeństwa niezwiązaną z łowiectwem. Jednak to, że wewnątrz zrzeszenia jeden przed drugim potrzebujemy udowadniać, że nie jesteśmy wielbłądami, pozostaje dla mnie całkowicie niezrozumiałe. No, chyba że naprawdę każdy z nas chodzi na polowanie, bo musi, wcale tego nie lubi i strzela wyłącznie do zwierzyny, która choruje bądź umiera ze starości, ale za długo nie trzeba dedukować, aby stwierdzić, że tak nie jest.

Dlaczego więc wstydzimy się swojej pasji? Dlaczego wstydzimy się pozyskanej przez nas zwierzyny? Ta pseudoekologizacja łowiectwa prowadzi nas w kierunku obłudy, której dobry przykład stanowią głosy typu: „Dlaczego myśliwi polują na grzywacze, kaczki i gęsi? Przecież te zwierzęta nie wyrządzają szkód w uprawach rolnych!”. Mamy grupę samych myśliwych forsujących polowania wynikające tylko z niby-potrzeb przyrodniczych (co, jak wiemy, jest pojęciem względnym, wielowątkowym). Dlaczego tak niewielu z nas stać na to, by powiedzieć, jak pyszne jest mięso grzywacza i że to wystarczający powód, aby na niego zapolować? Mój nieżyjący autorytet ornitologiczny, śp. dr Marek Keller, choć nie należał do grona myśliwych, to zawsze powtarzał, że wałkowanie tematu polowań na ptactwo to bicie piany, bo wpływ polowania w Polsce na takie ptaki, jak: grzywacze, gęsi czy krzyżówki, powinno się mierzyć w promilach, nie zaś procentach. Więc dlaczego nie mogę z dumą zjeść strzelonego przeze mnie grzywacza, a żeby zachować poprawność polityczną, mogę tonami kupować w marketach ptaszki wyhodowane sztucznie w cyklu miesięcznym?

O ile prościej by było, gdybyśmy się nawzajem bronili w internecie przed atakami ludzi w ogóle niemającymi pojęcia na tematy, na które się wypowiadają. Jeśli myśliwy stałby za myśliwym jak prawdziwy kolega za kolegą, to nie mierzylibyśmy się teraz z takimi problemami dotyczącymi łowiectwa. Obłuda? Może, choć ja wolę określenie „ideał”. Kiedyś wszyscy żyliśmy ideałami i wierzę, że każdy z nas stawał się myśliwym właśnie ze względu na te ideały, które od lat przyświecały naszemu zrzeszeniu.

Jakub Piasecki


Czytaj więcej

Ocena wieku oryksa

Niedawno w mediach społecznościowych znalazło się zdjęcie potężnego oryksa, który rzekomo bije dotychczasowy rekord świata o pół cala. Poza wymiarami wskazującymi na 50 cali oraz zdjęciem kolosalnego zwierza nie pojawiła się żadna informacja o miejscu strzelenia. Nie trzeba tłumaczyć, że w sieci zawrzało. Fachowcy dopatrują się profesjonalnie przygotowanego fake newsa, do którego powstania posłużył Photoshop (może o tym świadczyć to, że zamieszczono tylko jedno zdjęcie strzelonego zwierzęcia). Przy tej wywiązała się dyskusja na temat tego, czy krowy oryksa podlegają wycenie do księgi rekordów tak samo jak byki. Jak nam wiadomo, samce charakteryzują się krótszym i masywniejszym trofeum, natomiast samice mają chudsze i dużo dłuższe urożenie. Trudno powiedzieć, czy nowy rekord to tylko fake news czy niebawem myśliwy odkryje wszystkie karty i niedowiarkom czapki staną na sztorc. W związku z całym tym zamieszaniem pomyślałem, że warto napisać kilka słów o tym, jak w buszu rozpoznać wiek oryksa – bo gdy już go strzelimy, na pewno wszyscy nas zapewnią o tym, że jest wyjątkowo stary.

Podobnie jak w przypadku innych antylop konia z rzędem temu, kto potrafi ocenić wiek tego gatunku co do roku. W praktyce do realizacji selekcji i planów łowieckich poszczególne osobniki klasyfikuje się do następujących grup: młode, w średnim wieku, dojrzałe oraz stare.

Wiek młodych oryksów (od 1 do 4 lat) możemy bez żadnego problemu określić co do roku. Przebywają one zawsze w otoczeniu stada krów. Roczne i półtoraroczne osobniki ciągle są na mleku matki, a urożenie dopiero zaczyna się zawiązywać. Ten przedział wiekowy cechują znacznie mniejsza masa tuszy oraz charakterystyczny błysk rogów – świeża kość rogowa zdaje się błyszczeć w słońcu i z bliska wygląda na pokrytą białą, jakby mechatą tkanką, zwłaszcza u nasady rogów.

Oryksy w średnim wieku, czyli między 5 a 8 lat, zwykle przebywają w jednolitych wiekowo grupach. Krowy w takim wieku (a czasem już od 3. roku życia) przystępują do rozrodu, więc siłą rzeczy zaczynają dołączać do stad krów z młodymi. Żeńskie stada są zawsze najliczniejszymi grupami oryksów, jakie spotkamy w obwodzie łowieckim. Byki w średnim wieku zazwyczaj przemieszczają się oddzielnie, w stadach liczących po kilka–kilkanaście osobników. Czasem bywa, że trzymają się niedaleko żeńskiej chmary, lecz zawsze z dystansem, ponieważ krowy z cielakami nie tolerują obecności byczków w średnim wieku. Oczywiście, jak to w naturze, zawsze znajdziemy odstępstwo od każdej reguły, które może być podyktowane np. presją łowiecką lub obecnością drapieżnika. Gdy przyjrzymy się osobnikom w średnim wieku, zobaczymy wyraźną rozbieżność w sylwetce byka i krowy (dojrzewanie płciowe u samców powoduje wzmocnienie frontu sylwetki podobnie jak u byka jelenia). Wprawne oko zauważy również widoczną różnicę między masywniejszym urożeniem byka a dłuższym i cieńszym urożeniem krowy. Rozpoznawanie tego jest bardzo istotną kwestią dla wszystkich podprowadzających na sawannie, ponieważ oryksy naturalnie zajmują półpustynie i sawannę trawiastą, w której zwierzę często nie daje się podejrzeć od pasa w dół. W tym przedziale wiekowym na rogach występują fladry – białe fragmenty tkanki w zagłębieniach karbowanej części rogu, czyli pozostałości po jego intensywnym wzroście. Obecność fladrów jest czymś, co od razu rzuca się w oczy z bliższej odległości i pozwala odróżnić osobnika młodego oraz w średnim wieku od dojrzałego.

Oryksy w wieku 8–11 lat to zwierzęta w pełni dojrzałe, intensywnie przystępujące do rozrodu oraz potyczek o dominację nad resztą stada. Takie byki przeważnie przemieszczają się oddzielnie i nie tolerują młodszych osobników. Wyjątkiem są żeńskie stada. Byki dołączają do nich w momencie, gdy krowy wchodzą w gotowość rozrodczą. Sytuację nieco komplikuje to, że okres rozrodczy oryksów trwa właściwie cały rok, a krowa, która wyda na świat potomstwo, automatycznie wkracza w okres gotowości do rozrodu. Samice tego gatunku reprodukują w zasadzie do końca życia, dlatego ich selekcja ma niezwykle istotne znaczenie, gdyż cielę bardzo starego osobnika jest słabe i niezdolne do przetrwania suszy. W przypadku polowania na byka oryksa to ważne, by bacznie obserwować żeńskie stado, bo prawie zawsze gdzieś w okolicy znajduje się stadny byk. Osobniki w tym przedziale wiekowym mają największe tusze, a zwłaszcza samce, które samotnie przemierzając sawannę, stają się jej prawdziwą ozdobą. Rogi dojrzałych osobników są gładkie, ich karbowana część zaś – pozbawiona fladrów. W tym okresie najintensywniejszych walk między bykami o prawo do rozrodu i między krowami o dominację w grupie często urożenie ulega uszkodzeniu (złamaniu).

Osobniki stare, czyli powyżej 11 lat, to przeważnie samotniki. Czasem stare krowy przewodzą żeńskim stadom, ale tylko do momentu, kiedy jeszcze mogą wygrać walkę z młodszymi. Stare byki zawsze wędrują same i przywiązują się do szczególnie lubianych ostoi. Stary oryks ma stosunkowo małą tuszę oraz nieproporcjonalnie długie urożenie. U takich osobników pierwsze 20 cm rogu staje się gładkie – karbowana struktura się wygładza przez coraz mniejsze przyrosty. Ponadto rogi, które towarzyszą zwierzęciu przez kilkanaście lat, ulegają naturalnemu zużyciu, tzw. wyświechtaniu. U bardzo starych oryksów u nasady rogu pojawia się wrost pokrywy rogowej w kość. Wówczas nawet po ugotowaniu czaszki występuje trudność ze zdjęciem pokrywy rogowej (jednak dla każdego profesjonalnego preparatora to żaden problem).

Wszystkich wybierających się na Czarny Ląd zachęcam do podjęcia rękawicy i zapolowania na ten gatunek. Łowy wbrew pozorom nie należą do prostych, choć oryksy stanowią ozdobę większości łowisk krajów Afryki Południowej. Trudność wynika z tego, że jest to zwierzę bardzo czujne, niewybaczające błędów przy podchodzie oraz wymagające aktywnego podchodu (oryksy charakteryzują się wyjątkową odpornością na brak wody i pożywienia, dlatego rzadko opuszczają ulubione fragmenty sawanny). Jednak takie polowanie przynosi emocje i daje wielką satysfakcję myśliwemu – tym większą, jeżeli wie, że pozyskany przez niego osobnik był rzeczywiście stary.

Jakub Piasecki


Czytaj więcej

Podsumowanie sezonu na rogacze

Niedawno witaliśmy początek sezonu na rogacze. Po pierwszych majowych wyjściach i niejednym sukcesie chyba każdy myśliwy zaczął wypatrywać przejawów rui. Ten wspaniały myśliwski okres przyszedł tego roku bardzo szybko… i równie szybko minął. Koniec sezonu właściwie za pasem i wielkimi krokami zbliża się wrzesień, który ma innego głównego bohatera – jelenia. Wobec tej naturalnej kolei rzeczy warto w kilku słowach pokusić się o podsumowanie tegorocznych polowań na rogacze, znacznie się wyróżniających na tle poprzednich lat.

Nie wiem, czy wszyscy koledzy podzielą moje spostrzeżenia, ale patrząc na rezultaty myśliwych z Polski oraz odwiedzających nasz kraj dewizowców, można śmiało powiedzieć, że ten rok był wyjątkowo udany, jeśli chodzi o kozły. Według mnie kluczowa okazała się tu pogoda. Choć otwarciu sezonu towarzyszyły obfite deszcze i burze, to późniejszej suszy zawdzięczamy szybkie żniwa, a co za tym idzie – bardzo owocną ruję. Każdy doświadczony myśliwy wie, że gdy większość zbóż ciągle stoi, mimo wszelkich starań trudno wyciągnąć stare kozły z gęstej osłony. W tym roku jak nigdy pola zostały błyskawicznie wyczyszczone, sianokosy zaś również się nie opóźniły, dzięki temu każdy, kto tylko chciał, miał do dyspozycji teren idealnie przygotowany pod polowanie. Nawet fala afrykańskich upałów moim zdaniem nie wpłynęła negatywnie na ruję. Osobiście nie strzeliłem w tym okresie żadnego rogacza. Z jednej strony nie spotkałem takiego, do którego serce uderzyłoby szybciej, z drugiej nie miałem za bardzo czasu, by dokładnie zlustrować obwód. Za to zagraniczni goście polujący za pośrednictwem biura, z którym współpracuję, mają naprawdę powody do dumy. Na pierwszy plan trzeba wysunąć kolegę z Danii, który w wieku 77 lat strzelił swojego życiowego capa – parostki ważyły 728 g. Jego radość z tego kozła naprawdę udzieliła się wszystkim. Innemu koledze bór podarzył szydlarzem o długości tyk ok. 35 cm i masie trofeum ponad 500 g. I w maju, i w czasie rui na rozkładzie pojawiło się jak nigdy sporo rogaczy o masie parostków powyżej 600 g (wiek wszystkich kozłów prezentowanych na zdjęciach poniżej oceniono na siedem i więcej lat).

Zrobiło się słodko, a teraz dla kontrastu trochę dziegciu. Ogólnie rzecz biorąc, tradycje myśliwskie i etyczne są w agonii. Coraz trudniej znaleźć zagranicznego myśliwego, który przyjeżdża na dewizówkę, żeby zakosztować wszystkich doznań związanych z polowaniem. Niestety, coraz częściej widać, że muszą się zgadzać głównie gramy, liczby, gwarancje… Implikacją takiego podejścia myśliwych z zagranicy jest podobny stosunek naszych kolegów podejmujących się organizacji dewizówek – oni też powoli zaczynają stawiać srebrniki ponad wszystko. Do tego jeszcze biura polowań także nie zawsze postępują zgodnie z zasadami etyki i zdrowego rozsądku. Szkoda, że ciągle handlujemy liczbami, a nie potrafimy sprzedać naszego polowania jako unikatowego w skali UE. Co więcej, niestety widać, że wypracowaną przez pokolenia praktykę w zakresie polowań powoli zabija pójście na łatwiznę za sprawą wykorzystania nowoczesnego sprzętu (który jest bardziej wojskowy niż myśliwski).

W ramach podsumowania wspomnę dyskusję z jednego z naszych myśliwskich forów, toczącą się na temat zmiany wizerunku łowiectwa. Pojawił się tam ciekawy wpis, którego przesłanie zacząłem zawsze dźwigać ze sobą na polowanie jak brzemię – każdy musi zacząć naprawę świata od siebie. Każdy myśliwy w łowisku powinien zachowywać się tak, jak oczekuje, żeby łowiectwo było postrzegane przez resztę społeczeństwa.

Jakub Piasecki


Czytaj więcej

Taka świnia z Afryki

(…) – Chwileczkę, a dlaczego ta świnia ma kły?

– Bo to jest guziec, taka świnia z Afryki…

Nic dodać, nic ująć. W niniejszym wpisie zbiór najciekawszych i najprzydatniejszych łowiecko informacji o guźcu – najsłynniejszej afrykańskiej świni.

Guziec to najbardziej charakterystyczny przedstawiciel świniowatych na sawannie. Dojrzałe, starsze odyńce osiągają 60–80 kg wagi. Warto dodać, że osobnik powyżej sześćdziesiątki jest już naprawdę pokaźny. Struktura socjalna tego gatunku do złudzenia przypomina układ panujący u naszych dzików – młode warchlaki pozostają przez rok z loszką, po czym przez następny rok wędrują niedaleko nowej watażki. Odyńce od momentu, w którym zacznie się im intensywnie wycinać oręż, prowadzą samotny tryb życia. Do samic powracają tylko w czasie godów. Okres godowy u guźców, podobnie jak obecnie u naszych dzików, trwa właściwie cały rok, a loszki czekają w gotowości, gdy tylko ich potomstwo przejdzie na stały pokarm, co następuje dosłownie po 2–3 tygodniach.

U tego gatunku zarówno samice, jak i samce są obdarzone pokaźnym orężem. Warto pamiętać, że to fajki, nie zaś tak jak u dzika szable, stanowią jego najpotężniejszą część. Trofeum lochy ma mniejszy obwód i zazwyczaj rośnie bliżej kości czaszkowej. Nierzadko stare samice potrafią połączyć fajki nad gwizdem. W przypadku odyńców trofeum cechuje się dużym obwodem fajek i zazwyczaj rozrasta się szerzej na zewnątrz od gwizda. Guźce są zwierzętami o dziennym trybie życia. Swoją aktywność zaczynają ze wschodem słońca, a kończą – z zachodem. Noc na sawannie to czas drapieżników, dla których młode, niesforne guziki stanowią łatwy żer. Jednak każdy gatunek ma tam swoją taktykę przetrwania. Jeśli chodzi o samca guźca, to jego charakter oddaje określenie „pewny siebie zawadiaka”. Odyniec niczego się nie boi i rzadko kiedy grozi mu niebezpieczeństwo ze strony drapieżców. Lochy z warchlakami do nocnej ochrony używają podziemnych nor wykopanych przez sziszi (ratel w języku oshiwambo) oraz przez bacata (jeżozwierz w języku oshiwambo). Gdy nadchodzi wieczór, samica zgania potomstwo do nory. Sama wchodzi tyłem jako ostatnia. Tym sposobem jest od razu gotowa do ataku, a jej wystający z nory oręż stanowi przestrogę: „Tanio skóry nie oddam”.

W gospodarowaniu łowieckim guziec to stosunkowo prosty gatunek, uzależniony od wpływu dwóch czynników. Po pierwsze, od dostępności wodopojów ze świeżą wodą, w których pobliżu znajdują się babrzyska (ten zwierz bardzo często czyści skórę z pasożytów). Po drugie, od dostępności otwartych przestrzeni porośniętych różnymi gatunkami traw i krzewów, czyli szczególnie lubianych przez guźce żerowisk. Te dzikie świnie są wszystkożerne. Ich pożywienie składa się głównie z traw, krzewów, korzeni, bulw, ptasich lęgów i padliny. Warto pamiętać, że to gatunek najbardziej ze wszystkich na sawannie wrażliwy na suszę. Fluktuacje naturalnego rytmu pory deszczowej i suchej przekładają się wprost na wahania liczebności guźców. W przypadku gdy mamy drugi rok z rzędu z mało obfitą porą deszczową, możemy zakładać naturalny spadek populacji przynajmniej o połowę. Kiedy zaczyna brakować urozmaiconego roślinnego żeru, te afrykańskie świnie dosłownie padają jak muchy, a osobniki silne na tyle, by przetrwać suszę, nie przystępują do reprodukcji. To powszechna zasada wśród wszystkich gatunków na sawannie – po słabym sezonie deszczowym spada poziom rozrodczości. Podobnie działa to w drugą stronę – obfite dwie pory deszczowe z rzędu powodują podwojenie populacji.

Polowania na guźce należą do stosunkowo prostych. Zwłaszcza pożądane łowiecko starsze osobniki regularnie (czasami wręcz co do minuty) się pojawiają na ulubionych żerowiskach oraz przy wodopojach. Myśliwym pomaga również to, że te zwierzęta przychodzą do wodopoju zazwyczaj dwa razy – w godzinach porannych bądź południowych, a potem wieczorem, przed zachodem słońca. Szczególnie stare odyńce lubią przebywać w pobliżu wodopoju w południe, następnie zaś tuż przed zachodem słońca. Każdy wodopój na sawannie zależnie od wielkości ma od jednego do kilku dominujących samców. Jeżeli zaobserwujemy pokaźnego guźca i znamy weksle, którymi się porusza, to ujrzenie go w krzyżu lunety pozostaje kwestią cierpliwości. Zachęcam do polowania na deptaka na żerowiskach. Jest to trudniejsza forma, ale dość nieprzewidywalna i, moim zdaniem, dająca więcej satysfakcji. Zazwyczaj oszczędzamy stare lochy (mimo pięknego trofeum), ponieważ doświadczona przewodniczka watahy to skarb w łowisku. (Do niedawna znaliśmy tą zasadę ze swojego podwórka, aż w końcu pojawiły się ASF i plan eksterminacji dzików).

Z perspektywy funkcjonowania obwodu guziec to wieczne utrapienie. Właśnie ten gatunek odpowiada za większość awarii związanych z wodociągami i funkcjonowaniem wodopojów. Jednak ilekroć spotkamy w buszu watażkę osobników odchodzących dziarskim krokiem z ogonami sterczącymi jak anteny ponad trawy, nie sposób powstrzymać śmiech. Jest to kłopotliwy gatunek, ale za to dostarcza szczerej radości podczas obserwacji. Zapraszam do obejrzenia kilku scen znad wodopoju 🙂

Na koniec ciekawostka. Świeże mięso guźca ma bardzo swoisty zapach, przypominający aromat filetowanej ryby. To woń niespotykana w przypadku innej dziczyzny dostępnej na sawannie. Odpowiada za nią specyficzna tkanka tłuszczowa, której trzeba się pozbyć w trakcie pierwszej obróbki tuszy. W przeciwnym wypadku, gdy spróbujemy steku z guźca, będzie nam trudno uwierzyć, co nam podano na talerzu.

Jakub Piasecki


Czytaj więcej

Efekty selekcji – kolejne rekordowe kudu w Kambaku

Ostatnio w Kambaku nastało prawdziwe święto łowieckie za sprawą naszego kolegi, któremu św. Hubert podarzył w buszu naprawdę pięknym bykiem kudu. Pozyskanie tej antylopy to zawsze wielka radość dla wszystkich zaangażowanych w organizację polowania, jednak napawa dumą, że to już kolejny rekord obwodu ustanowiony przez Polaka (w zeszłym sezonie również polski myśliwy strzelił złotomedalowego byka i ustanowił ówczesny rekord). Staramy się, by polowanie na kudu w Kambaku było kwintesencją afrykańskiego łowiectwa. Wiąże się z nim bardzo długi i wyczerpujący podchód po buszu. Na tych łowach naprawdę można się zmęczyć. Kudu ze względu na swoje rozmiary swobodnie przemieszcza się między farmami w Namibii. Jak więc nim gospodarować?

Ta skryta antylopa nie należy do zwierząt, które selekcjonujemy ze względu na stan liczebny – raczej zależy nam, żeby występowało jej w obwodzie jak najwięcej. Dlaczego więc zatytułowałem ten wpis „Efekty selekcji”? Otóż mimo że nie pozyskujemy tego gatunku tyle, ile innych, gospodarujemy nim według równie ważnych zasad. Po pierwsze, staramy się stworzyć dogodne warunki siedliskowe (dbamy o roślinność szczególnie lubianą przez kudu, chronimy ostoje preferowane do prowadzenia młodych itp.). Po drugie, eliminujemy wszystkie chore osobniki (kudu dotyka problem wścieklizny, opisany przeze mnie na blogu już wcześniej). Wreszcie po trzecie, selekcjonujmy łanie (w zasadzie powinno się napisać „krowy”) na korzyść tych w średnim wieku (duże prawdopodobieństwo wydania potomstwa męskiej płci). Kluczową rolę odgrywa konsekwentne działanie na przestrzeni lat – wtedy rezultaty pojawiają się same. Jeśli chodzi o dokarmianie, to w całym obwodzie poza solą nie stosujemy żadnych suplementów na wzrost urożenia i nie wsiedlamy dorosłych osobników przed sezonem (jak to robią w niektórych obwodach). Tym bardziej oko zarządcy raduje upolowane 12-letnie kudu o ślicznym urożeniu. Od razu z tyłu głowy świta myśl, że właściwie to efekt pomocy naturze, który nazywamy selekcją (co jest podstawową ideą polowania w rozumieniu globalnym).

Warto podać kilka praktycznych informacji dotyczących kudu. Przede wszystkim jest to antylopa pod wieloma względami do złudzenia podobna do naszego jelenia, wobec czego każdemu, kto po raz pierwszy spotka się z nią w buszu, od razu podsuwam to porównanie. Wówczas zawsze pada: tak samo ostrożne i tak samo pełne wdzięku i majestatu. Jednak jak na tak duże zwierzę kudu ma bardzo małe racice, przez co niewielkie podłużne tropy mogą mylić w buszu kogoś niewprawionego. Podobnie jak jeleń dożywa ono kilkunastu lat. Przypomnijmy, że to trzecia co do wielkości antylopa, więc w odróżnieniu od bardzo leciwych elandów stare kudu jest odpowiednikiem naszego byka w III klasie wieku (powyżej 11 lat), jednak z tą różnicą, że kończy okres wzrostu urożenia w wieku 6–7 (niekiedy 8) lat. Po tym czasie rogi w zasadzie nie przyrastają na długość, ale jedynie grubieją i sylwetka nabiera majestatu charakterystycznego dla starego zwierzęcia – podobnie jak u byka jelenia grubieje kark, bardzo silnie zaznacza się kłąb, grzywa na karku staje się coraz obfitsza, a kąt twarzowy – coraz ostrzejszy. Tak więc jak można się domyślić, dla myśliwego, który poszukuje odpowiedniego trofeum, przedział wiekowy 6–7 lat jest graniczny. Wówczas końcówki rogów zakręcają się na zewnątrz, kończąc drugą pełną pętlę urożenia.

U tego gatunku stosunkowo łatwo estymować wiek do momentu zakończenia okresu wzrostu rogów. U młodego byczka zaczynają się zaznaczać w wieku sześciu miesięcy. Po roku rozchodzą się na boki i robią widoczne z daleka. W wieku półtora roku widzimy wyraźnie pierwszy zakręt urożenia. Trzyletni byk ma już w pełni zaznaczone dwa zakręty (całą jedną pętlę) trofeum. Między czwartym a szóstym rokiem życia zwierzę nakłada całą drugą pętlę urożenia i właściwie kończy się wzrost na długość. Większość byków potrzebuje jeszcze szóstego roku, żeby wykręcić końce rogów na zewnątrz i taką przyjąć ostateczną formę urożenia. Właściwie trofealnie powinno się pozyskiwać tylko byki powyżej siódmego roku życia, ponieważ mają one najpiękniejsze urożenie. Jednak to nie takie proste. Stare osobniki są widoczne właściwie wyłącznie w okresie godowym (maj–czerwiec), kiedy podążają za łaniami (nie mogę się przekonać do nazywania samicy kudu „krową” – po prostu nie wypada!), jednak zachowują wówczas czujność i wymagają niesamowitych zdolności podprowadzającego do podchodu (oczywiście mówimy o warunkach naturalnych). Przez resztę roku stary byk kudu to klasyczny duch, o którego istnieniu przypominają przypadkowe spotkania.

Na koniec trzeba pogratulować naszemu koledze. Naprawdę wypocił w buszu swoje piękne trofeum. Czapki z głów przed podprowadzającym i całą ekipą tropiącą. Jak to się mówi – dla takich momentów warto żyć. Zdecydowanie prawdziwe polowanie z podchodu na kudu to jedna z tych chwil, dla których zostaje się myśliwym.

Jakub Piasecki


Czytaj więcej

O odstrzale selekcyjnym byków gnu

Selekcja to temat bardzo na czasie. Niedawno zmieniły się u nas jej kryteria w odniesieniu do samców zwierzyny płowej. Mimo różnych opinii krążących wśród polującej braci testujemy te kryteria w boju w tym sezonie. Nie ulega wątpliwości, że je uproszczono, co ograniczy pomyłki, zwłaszcza przy ocenie byków jeleni. Zupełnie inną kwestią pozostaje odejście od kryterium wagowego wśród samców w II klasie wieku. Co prawda, wagę byka trudno estymować, przez co na komisjach oceny prawidłowości odstrzału sypały się czerwone punkty, jednak trzeba przyznać, że obustronnie koronny osobnik w wieku ośmiu lat i o masie 4,5 kg nie jest pożądany w naszych łowiskach (odstrzał form obustronnie koronnych w całej dawnej II klasie wieku obecnie uznaje się za nieprawidłowy). W świetle tych dyskusji chcę opowiedzieć o kryteriach odstrzału antylopy gnu jako przykładzie prostej i bezwzględnej selekcji.

Gnu pręgowane (nazywane też gnu błękitnym) to jedna z antylop, które bardzo intensywnie selekcjonujemy w Kambaku. Dotyczy to stanu ilościowego, ale przede wszystkim byków o niepożądanych cechach urożenia. Namibijczycy twierdzą bowiem, że potomstwo nieprawidłowo urożonych samców intensywnie przekazuje ten gen dalej, przez co jakość trofeów spada. Co ważniejsze, przychówek po kiepskich ojcach jest fizycznie słabszy, więc sprawia mu problem przetrwanie przedłużającej się pory suchej. Trudno powiedzieć, czy to powszechna wiedza nabyta w wyniku własnych doświadczeń czy raczej podparta jakimiś badaniami w tej materii. Natomiast nie ulega wątpliwości to, że wszyscy hodowcy, farmerzy i zarządcy obwodów tego się trzymają. Prawidłowo urożony byk zakręca rogi poniżej uszu i na odcinku dłuższym, niż gdy są one postawione na sztorc w poziomie, w momencie kiedy zwierzę wykazuje czymś zainteresowanie. Wszystkie inne osobniki odbiegające od tego wzorca podlegają odstrzałowi bez względu na wiek. Dzięki temu myśliwi mają szansę upolować ciekawego starszego byka, a ci, którzy szukają trofeum, zyskują pewność, że strzelą medalowo urożone gnu (skala punktacji dla afrykańskich antylop została tak dopasowana, że prawie każdy osobnik łapie się na medal – ale to temat na inny wpis). Na filmie ze stadem gnu zobaczycie, jak w praktyce dokonać selekcji z ugrupowania, które uda się podejść w buszu. Niestety, taka selekcja sprawia duże trudności, ponieważ przedstawiciele tego gatunku stają frontem bądź nieustannie się mieszają. Mimo że to antylopa stosunkowo prosta do podejścia i łatwa w selekcji, sam strzał czasem zostaje poprzedzony długim wyczekiwaniem. Na drugim z poniższych filmów widzimy z kolei starego byka, którego możemy pozyskać selekcyjnie, ponieważ mimo pokaźnych obwodów rogów nie powinien prowadzić stada krów.

Jak widać na afrykańskim przykładzie, niektórzy nieskomplikowane kryteria odstrzału uznają za najlepsze. Dla nas w Europie nie wszystko jest czarno-białe pod względem selekcyjności. Może problem stanowi za duża liczba wzajemnie się wykluczających badań i opinii naukowców? A może nie do końca wiemy, czy kryteria selekcji mają pomagać myśliwym w dokonywaniu odstrzału czy zwierzynie w podnoszeniu jakości cech trofeów… Jeśli to drugie, to dlaczego ciągle nie selekcjonujemy samic zwierzyny płowej pod kątem ich kondycji i wieku?

Na podsumowanie coś z zupełnie innej beczki – warto zapamiętać charakterystykę prawidłowo urożonego gnu, ponieważ wówczas na safari w Afryce nikt nam nie wciśnie kitu, że pozyskaliśmy dobrej jakości trofeum, gdy tak nie będzie. Wiedza o cechach trofeum w przypadku tej antylopy pozwoli nam zgodnie z prawem domagać się zwrotu kosztów odstrzału, w razie gdy zaplanujemy polowanie na wielkie trofeum, a dostaniemy do pozyskania selekcyjnego osobnika.

Jakub Piasecki


Czytaj więcej

Szakal na rozkładzie

Nie co dzień gościmy w Kambaku myśliwego, który ponad wszystko jest zainteresowany polowaniem na drapieżniki. Z tym że nie na owiane sławą i obrosłe mitami lamparty czy gepardy, ale na zwykłe szakale, traktowane przez większość myśliwych jako mało ciekawy obiekt łowów.

Aby zwiększyć szanse na strzelenie tego drapieżnika, próbowaliśmy m.in. kniazienia i ptasiego przestrachu, posłużyliśmy się też sprawdzonym predatorem – niestety, dźwięki skuteczne w Europie okazały się nie lada zagadką dla afrykańskich osobników. Na pisk myszy, co prawda, przyleciała sowa, jednak żadne inne zwierzę z farmy nie zareagowało na ten wabik. Na szczęście szakala udało się pozyskać, przyciągnąwszy go do trzewi strzelonego wcześniej gnu. Ścieżka farby momentalnie zanęciła szakale po zachodzie słońca.

Jakub Piasecki


Czytaj więcej

W namibijskim punkcie skupu dziczyzny

W Kambaku zaraz po strzale wieziemy upolowaną antylopę w całości do afrykańskiego punktu skupu dziczyzny. Patroszenie w buszu powodowałoby zabrudzenie tusz, jak również narażałoby je na kontakt z ogromną ilością much (a te w tutejszych warunkach zlatują się do mięsa w błyskawicznym tempie). Patroszenie antylopy przy chłodni jest w dodatku bardzo praktyczne. Dzięki podwieszeniu zwierzęcia tę czynność można wykonać precyzyjnie i bez ryzyka zabrudzenia tuszy. Trzeba też pamiętać, że narogi, ściana żołądka oraz ściana jelita grubego stanowią ważny element kuchni miejscowej ludności. Aż miło popatrzeć, jak z naszego gnu zostaje wykorzystane wszystko – i to w maksymalnym stopniu.

Jakub Piasecki


Czytaj więcej

Żyrafiątko

Żyrafa w Kambaku nie jest gatunkiem łownym. Stanowi istną ozdobę farmy. Żyje tutaj populacja licząca ok. 40 osobników – piszę „około”, ponieważ nie wiadomo dokładnie, ile takich młodziaków jak ten z filmu urodziło się u nas w ostatnich dniach.

Żyrafy nie traktujemy łowiecko, bo wielu pracowników Kambaku ma związki z wierzeniami ludu Damara, zgodnie z którymi to święte zwierzę. Drugim powodem jest kwestia praktyczna. Polowanie na żyrafę nie należy do ciekawych oraz obecnie potrzebnych ekologicznie, więc ten gatunek nie pojawił się w łowieckich planach farmy. Natomiast mamy dwa starsze samce, co do których za mniej więcej dwa lata mogłaby zapaść decyzja o odstrzale. Jednak te plany nie są jeszcze sprecyzowane.

Łowiectwo w Kambaku, oprócz efektywności, ze względu na kwestie selekcji opiera się również na praktycznych przesłankach – polujemy na to, co można spożytkować, oraz na gatunki wymagające regulacji.

Jakub Piasecki


Czytaj więcej

Zebra na rozkładzie i krajobraz po pożarze

Oto, jak wygląda usatysfakcjonowany myśliwy, i to wcale nie po zdobyciu wielkiego trofeum, ale po upolowaniu zwierza zgodnie z regułami odstrzału selekcyjnego, o czym niejednokrotnie pisałem na blogu. Jeżeli chcemy strzelić selekcyjną zebrę, to musimy wybrać 3–4-letniego ogiera, który nie przewodzi stadu i zazwyczaj jest satelitą krążącym wokół niego. Zabicie samca przewodzącego stadu skutkowałby rozpadem całego ugrupowania, a to największy błąd, jaki można popełnić. W przypadku gdy mamy liczną populację zebr – jak w Kambaku – odstrzał młodych samców pozwala utrzymać stada we względnej równowadze.

Jakub Piasecki


Czytaj więcej