Przez suszę konieczna redukcja pogłowia zwierzyny

W Kambaku deszcz nie przyszedł przed nadejściem pory suchej. Niestety spełnił się najczarniejszy scenariusz – pożywienia nie starczy dla wszystkich dzikich mieszkańców tego terenu. To już jest pewne. Normalny roczny opad w Kambaku wynosi 700–900 mm, jak pamiętam, zdarzało się też powyżej 1450 mm. W tym roku szacuje się, że w regionie spadło zaledwie 170 mm deszczu! Od strony łowieckiej konieczna staje się więc wzmożona redukcja gnu oraz elandów. Te dwa gatunki antylop oraz guźce jako pierwsze zareagują na brak pokarmu i u schyłku pory suchej zaczną masowo padać z osłabienia (a pisząc dosadniej – z głodu).

Po sezonie polowań dla gości z zagranicy intensywną redukcję – oczywiście zgodnie z regułami selekcji i z zachowaniem trzonu populacji, który zagwarantuje jej rozwój wraz z nastaniem pory deszczowej – przeprowadzą gospodarze farmy Kambaku. Sytuacja nieciekawie odbije się także na bawolcach krowich (ang. hartebeest). Końcówka października oraz listopad to będą prawdziwe żniwa dla lampartów, gepardów i szakali. Można z całą pewnością założyć, że drapieżniki szybciej i intensywniej przystąpią do rozrodu ze względu na większy niż zazwyczaj sukces łowiecki. Zdecydowanie najlepiej w tej sytuacji poradzi sobie populacja oryksa. Te naturalnie zamieszkujące półpustynie antylopy są przyzwyczajone i fizjologicznie przystosowane do trudnych, wręcz ekstremalnych warunków bytowania.

Tak więc można śmiało powiedzieć, że kryzys wynikający z braku opadów w porze deszczowej dotknie wszystkich mieszkańców sawanny, choć nie w takiej samej skali. Hodowcy bydła mają się dużo gorzej. Trzeba pamiętać, że namibijska sawanna to również tradycja wypasu krów, owiec i kóz. Te zwierzęta nie potrafią tak jak antylopy radzić sobie z brakiem pożywienia. Wielu hodowców w tym momencie zostało zmuszonych do likwidacji całych stad, nierzadko stanowiących majątek pokoleniowy. Pogarszająca się sytuacja i olbrzymia podaż oczywiście sprawiły, że cena skupu żywca czy mięsa spadła do tak niskiego poziomu jak nigdy. Dlatego położenie hodowców, którzy w nadziei na deszcz czekali do końca z likwidacją swoich stad, jest dramatyczne. Pozostaje nam współczuć oraz wierzyć, że grudzień przyniesie obfite deszcze (pora deszczowa w Namibii, u podnóża Waterbergu, zaczyna się w listopadzie i trwa do końca marca), a następny sezon pozwoli wrócić do normy.

Na pocieszenie trzeba dodać, że niektórzy wolni mieszkańcy sawanny nic sobie nie robią z dramaturgii sytuacji i bawią się w najlepsze, co widać na poniższym zdjęciu ilustrującym akt płciowy żółwi lamparcich.

Jakub Piasecki

Czytaj więcej

To jest Namibia – tu się poluje!

Chyba każdego z nas doprowadza do irytacji wszędzie widoczna nagonka medialna na myśliwych oraz wydarzenia związane ze zmianami prawa łowieckiego. Co tydzień coraz to bardziej kontrowersyjne i oderwane od rzeczywistości projekty zostają poddane pod dyskusję, za którą nawet mediom trudno nadążyć. Gdzieś na górze toczy się rywalizacja polityczna. Wciągnięto do niej nas, myśliwych, bez naszej zgody. Najsmutniejsze jest to, że słów rzemieślników w tej dziedzinie nikt nie słucha. Okazuje się, że politycy, aktorzy i celebryci wiedzą na temat przyrody więcej niż leśnicy i myśliwi. W rezultacie to ludzie stojący z boku, niemający pojęcia o łowiectwie, próbują nam mówić, jak mamy wykonywać polowanie. W tym wszystkim nawet ślepy zobaczy i głuchy usłyszy, że w tle tej walki znajdują się pieniądze i władza, a nie unikatowa przyroda. Lękiem napawa to, że gdy przetrwamy tę batalię polityczną, którą górnolotnie nazywa się „o dobro przyrody”, za jakiś czas przyjdą nowi i w ramach zemsty na poprzednikach znowu wywrócą wszystko do góry nogami.

W kontrze do tego postawmy – jak się często mówi – „zacofaną” Afrykę, a zwłaszcza jej południową część. Po medialnej awanturze dotyczącej słynnego lwa Cecila i żyrafy strzelonej przez amerykańską dianę na świecie zawrzało. Ekolodzy z państw oddalonych o tysiące kilometrów od Afryki podważyli sensowność tamtejszych łowów, przez co kraje Afryki Południowej jeden po drugim jak domino zaczęły zakazywać komercyjnych polowań na swoim terytorium. Oczy myśliwych z całego świata zwróciły się w kierunku RPA i Namibii, które nie poszły z tym ekologicznym trendem. Radością i dumą napawa oficjalne stanowisko Namibii przedstawione w tym czasie przez prezydenta kraju oraz przewodniczącego Namibijskiego Stowarzyszenia Profesjonalnych Myśliwych (NAPHA). Zwracają oni uwagę, że polowanie, które przybierało różne formy na przestrzeni lat, to nieodzowny element kultury tego państwa. W telegraficznym skrócie odpowiedź Namibii skierowana do przeciwników myślistwa brzmi: to jest Namibia – tu się polowało, poluje i będzie polować. Koniec dyskusji.

Jednocześnie to właśnie Namibia może się pochwalić najbardziej ekskluzywnymi i najdroższymi łowami na świecie na nosorożca czarnego. Środowisko pseudoekologów jest oburzone, jak w dobie sponsorowanego z Dalekiego Wschodu kłusownictwa na ten gatunek można na niego komercyjnie polować. Okazuje się, że raz na kilka lat rząd Namibii organizuje łowy na starego samca, który i tak, i tak by niebawem zdechł. Wpływy z tego polowania są tak kolosalne, że wystarcza na wprowadzanie coraz to nowych programów ochrony tego gatunku. Co ciekawe, kraje Afryki Południowej, które zrezygnowały z polowań komercyjnych, powoli starają się wrócić do starej praktyki. Okazuje się, że tam, gdzie polowania nie uregulowano jasnym i przejrzystym prawem, szybko rozwija się kłusownictwo i pojawia szereg problemów z nim związanych.

Wracając do kraju – problemy z wilkami, sztucznie podtrzymywane moratorium na łosia, ciągłe tłumaczenie się przed społeczeństwem z bycia myśliwym, opluwanie i szykany ze strony ludzi niepotrafiących odróżnić sarny od jelenia… A wystarczyłoby zostawić łowiectwo ludziom, którzy się na tym znają. Tu jest Polska – tu się polowało, jeszcze poluje i może w przyszłości będzie polować…

Jakub Piasecki

Czytaj więcej

Dziękujemy!

Nadszedł koniec naszej afrykańskiej przygody. To jak na razie ostatni wpis. Chcielibyśmy podziękować redakcji „Braci Łowieckiej” za pomoc w prowadzeniu bloga. Dziękujemy też wszystkim, którzy byli z nami przez te 11 miesięcy, czytając nasze relacje i wspierając nas dobrym słowem. Dziękujemy również za słowa krytyki.

Chcielibyśmy jednocześnie przeprosić tych, którzy poczuli się urażeni treściami czy zdjęciami pojawiającymi się na blogu. Zdajemy sobie sprawę, że bardzo dużo wpisów wymaga wyjaśnień i sporego dopowiedzenia. Treść, która trafiała do internetu, często była tworzona w trudnych, niesprzyjających warunkach, uniemożliwiających dokładne przemyślenie i opisanie danego problemu z więcej niż jednego punktu widzenia. Chętnie spotkamy się ze wszystkimi, którzy chcieliby usłyszeć więcej o naszych przygodach. Zainteresowanych polowaniem w Kambaku prosimy o kontakt e-mailowy pod adresem: witamy@kambaku.com.

Chyba nie trzeba się rozwodzić nad tym, jak trudny jest dla nas powrót do Ojczyzny. Osoby, które czytały nasze wpisy, na pewno poczuły towarzyszący nam zachwyt surowym afrykańskim światem mieszający się przywiązaniem do rodzimej przyrody. Z jednej strony – tęsknota za „domem naszych ojców”, z drugiej – wizja bezrobocia.

Nie powiemy, że ten rok był tylko łatwy i kolorowy, bo to nieprawda. Jednak żadne z nas nie zamieniłoby tego czasu spędzonego w Kambaku na nic innego. Każda, nawet najtrudniejsza chwila warta była przeżycia i zostanie przez nas zapamiętana do końca życia. Podczas pakowania towarzyszyło nam przeczucie, że to nie koniec, że jeszcze tu kiedyś wrócimy. W Afryce pożegnała nas słoneczna pogoda z upałami w okolicy 40 stopni oraz uśmiechnięci, szczęśliwi i szczerzy przyjaciele. W Polsce przywitał nas deszczowy dzień z temperaturą ok. 3 stopni, a na chodnikach stolicy – twarze bez wyrazu o smutnych oczach. Moją pierwszą myślą po lądowaniu było wspomnienie piosenki „Ludzie bez twarzy” zespołu KSU.

Przeskok klimatyczny jeszcze daje o sobie znać. Jednak przeskok kulturowy niemal zgniótł nasz wewnętrzny potencjał. Ciągle pytamy się: co my tu właściwie robimy? Komu ufać? Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Chyba tak to już jest, że człowiek z dala od domu tęskni za czymś, co w rzeczywistości okazuje się minionym wspomnieniem. Nasz świat pędzi do przodu, nie zważając na nic. Trudno teraz wskoczyć do tej ciągle przyspieszającej maszyny, kiedy jeszcze kilka dni temu żyło się powoli, innymi priorytetami w mającej czas Afryce.

Chyba najlepszym podsumowaniem naszej przygody będzie stwierdzenie, które wyryło się na naszych sercach definiując jednocześnie to, co było, jest i mamy nadzieję, że będzie.

ONE LIFE – LIVE IT!

Kuba i Paulina Piaseccy

Czytaj więcej