Taka świnia z Afryki

Czytaj więcej

Taka świnia z Afryki

(…) – Chwileczkę, a dlaczego ta świnia ma kły?

– Bo to jest guziec, taka świnia z Afryki…

Nic dodać, nic ująć. W niniejszym wpisie zbiór najciekawszych i najprzydatniejszych łowiecko informacji o guźcu – najsłynniejszej afrykańskiej świni.

Guziec to najbardziej charakterystyczny przedstawiciel świniowatych na sawannie. Dojrzałe, starsze odyńce osiągają 60–80 kg wagi. Warto dodać, że osobnik powyżej sześćdziesiątki jest już naprawdę pokaźny. Struktura socjalna tego gatunku do złudzenia przypomina układ panujący u naszych dzików – młode warchlaki pozostają przez rok z loszką, po czym przez następny rok wędrują niedaleko nowej watażki. Odyńce od momentu, w którym zacznie się im intensywnie wycinać oręż, prowadzą samotny tryb życia. Do samic powracają tylko w czasie godów. Okres godowy u guźców, podobnie jak obecnie u naszych dzików, trwa właściwie cały rok, a loszki czekają w gotowości, gdy tylko ich potomstwo przejdzie na stały pokarm, co następuje dosłownie po 2–3 tygodniach.

U tego gatunku zarówno samice, jak i samce są obdarzone pokaźnym orężem. Warto pamiętać, że to fajki, nie zaś tak jak u dzika szable, stanowią jego najpotężniejszą część. Trofeum lochy ma mniejszy obwód i zazwyczaj rośnie bliżej kości czaszkowej. Nierzadko stare samice potrafią połączyć fajki nad gwizdem. W przypadku odyńców trofeum cechuje się dużym obwodem fajek i zazwyczaj rozrasta się szerzej na zewnątrz od gwizda. Guźce są zwierzętami o dziennym trybie życia. Swoją aktywność zaczynają ze wschodem słońca, a kończą – z zachodem. Noc na sawannie to czas drapieżników, dla których młode, niesforne guziki stanowią łatwy żer. Jednak każdy gatunek ma tam swoją taktykę przetrwania. Jeśli chodzi o samca guźca, to jego charakter oddaje określenie „pewny siebie zawadiaka”. Odyniec niczego się nie boi i rzadko kiedy grozi mu niebezpieczeństwo ze strony drapieżców. Lochy z warchlakami do nocnej ochrony używają podziemnych nor wykopanych przez sziszi (ratel w języku oshiwambo) oraz przez bacata (jeżozwierz w języku oshiwambo). Gdy nadchodzi wieczór, samica zgania potomstwo do nory. Sama wchodzi tyłem jako ostatnia. Tym sposobem jest od razu gotowa do ataku, a jej wystający z nory oręż stanowi przestrogę: „Tanio skóry nie oddam”.

W gospodarowaniu łowieckim guziec to stosunkowo prosty gatunek, uzależniony od wpływu dwóch czynników. Po pierwsze, od dostępności wodopojów ze świeżą wodą, w których pobliżu znajdują się babrzyska (ten zwierz bardzo często czyści skórę z pasożytów). Po drugie, od dostępności otwartych przestrzeni porośniętych różnymi gatunkami traw i krzewów, czyli szczególnie lubianych przez guźce żerowisk. Te dzikie świnie są wszystkożerne. Ich pożywienie składa się głównie z traw, krzewów, korzeni, bulw, ptasich lęgów i padliny. Warto pamiętać, że to gatunek najbardziej ze wszystkich na sawannie wrażliwy na suszę. Fluktuacje naturalnego rytmu pory deszczowej i suchej przekładają się wprost na wahania liczebności guźców. W przypadku gdy mamy drugi rok z rzędu z mało obfitą porą deszczową, możemy zakładać naturalny spadek populacji przynajmniej o połowę. Kiedy zaczyna brakować urozmaiconego roślinnego żeru, te afrykańskie świnie dosłownie padają jak muchy, a osobniki silne na tyle, by przetrwać suszę, nie przystępują do reprodukcji. To powszechna zasada wśród wszystkich gatunków na sawannie – po słabym sezonie deszczowym spada poziom rozrodczości. Podobnie działa to w drugą stronę – obfite dwie pory deszczowe z rzędu powodują podwojenie populacji.

Polowania na guźce należą do stosunkowo prostych. Zwłaszcza pożądane łowiecko starsze osobniki regularnie (czasami wręcz co do minuty) się pojawiają na ulubionych żerowiskach oraz przy wodopojach. Myśliwym pomaga również to, że te zwierzęta przychodzą do wodopoju zazwyczaj dwa razy – w godzinach porannych bądź południowych, a potem wieczorem, przed zachodem słońca. Szczególnie stare odyńce lubią przebywać w pobliżu wodopoju w południe, następnie zaś tuż przed zachodem słońca. Każdy wodopój na sawannie zależnie od wielkości ma od jednego do kilku dominujących samców. Jeżeli zaobserwujemy pokaźnego guźca i znamy weksle, którymi się porusza, to ujrzenie go w krzyżu lunety pozostaje kwestią cierpliwości. Zachęcam do polowania na deptaka na żerowiskach. Jest to trudniejsza forma, ale dość nieprzewidywalna i, moim zdaniem, dająca więcej satysfakcji. Zazwyczaj oszczędzamy stare lochy (mimo pięknego trofeum), ponieważ doświadczona przewodniczka watahy to skarb w łowisku. (Do niedawna znaliśmy tą zasadę ze swojego podwórka, aż w końcu pojawiły się ASF i plan eksterminacji dzików).

Z perspektywy funkcjonowania obwodu guziec to wieczne utrapienie. Właśnie ten gatunek odpowiada za większość awarii związanych z wodociągami i funkcjonowaniem wodopojów. Jednak ilekroć spotkamy w buszu watażkę osobników odchodzących dziarskim krokiem z ogonami sterczącymi jak anteny ponad trawy, nie sposób powstrzymać śmiech. Jest to kłopotliwy gatunek, ale za to dostarcza szczerej radości podczas obserwacji. Zapraszam do obejrzenia kilku scen znad wodopoju 🙂

Na koniec ciekawostka. Świeże mięso guźca ma bardzo swoisty zapach, przypominający aromat filetowanej ryby. To woń niespotykana w przypadku innej dziczyzny dostępnej na sawannie. Odpowiada za nią specyficzna tkanka tłuszczowa, której trzeba się pozbyć w trakcie pierwszej obróbki tuszy. W przeciwnym wypadku, gdy spróbujemy steku z guźca, będzie nam trudno uwierzyć, co nam podano na talerzu.

Jakub Piasecki

Czytaj więcej

Efekty selekcji – kolejne rekordowe kudu w Kambaku

Czytaj więcej

Odstrzał selekcyjny gnu

Czytaj więcej

O odstrzale selekcyjnym byków gnu

Selekcja to temat bardzo na czasie. Niedawno zmieniły się u nas jej kryteria w odniesieniu do samców zwierzyny płowej. Mimo różnych opinii krążących wśród polującej braci testujemy te kryteria w boju w tym sezonie. Nie ulega wątpliwości, że je uproszczono, co ograniczy pomyłki, zwłaszcza przy ocenie byków jeleni. Zupełnie inną kwestią pozostaje odejście od kryterium wagowego wśród samców w II klasie wieku. Co prawda, wagę byka trudno estymować, przez co na komisjach oceny prawidłowości odstrzału sypały się czerwone punkty, jednak trzeba przyznać, że obustronnie koronny osobnik w wieku ośmiu lat i o masie 4,5 kg nie jest pożądany w naszych łowiskach (odstrzał form obustronnie koronnych w całej dawnej II klasie wieku obecnie uznaje się za nieprawidłowy). W świetle tych dyskusji chcę opowiedzieć o kryteriach odstrzału antylopy gnu jako przykładzie prostej i bezwzględnej selekcji.

Gnu pręgowane (nazywane też gnu błękitnym) to jedna z antylop, które bardzo intensywnie selekcjonujemy w Kambaku. Dotyczy to stanu ilościowego, ale przede wszystkim byków o niepożądanych cechach urożenia. Namibijczycy twierdzą bowiem, że potomstwo nieprawidłowo urożonych samców intensywnie przekazuje ten gen dalej, przez co jakość trofeów spada. Co ważniejsze, przychówek po kiepskich ojcach jest fizycznie słabszy, więc sprawia mu problem przetrwanie przedłużającej się pory suchej. Trudno powiedzieć, czy to powszechna wiedza nabyta w wyniku własnych doświadczeń czy raczej podparta jakimiś badaniami w tej materii. Natomiast nie ulega wątpliwości to, że wszyscy hodowcy, farmerzy i zarządcy obwodów tego się trzymają. Prawidłowo urożony byk zakręca rogi poniżej uszu i na odcinku dłuższym, niż gdy są one postawione na sztorc w poziomie, w momencie kiedy zwierzę wykazuje czymś zainteresowanie. Wszystkie inne osobniki odbiegające od tego wzorca podlegają odstrzałowi bez względu na wiek. Dzięki temu myśliwi mają szansę upolować ciekawego starszego byka, a ci, którzy szukają trofeum, zyskują pewność, że strzelą medalowo urożone gnu (skala punktacji dla afrykańskich antylop została tak dopasowana, że prawie każdy osobnik łapie się na medal – ale to temat na inny wpis). Na filmie ze stadem gnu zobaczycie, jak w praktyce dokonać selekcji z ugrupowania, które uda się podejść w buszu. Niestety, taka selekcja sprawia duże trudności, ponieważ przedstawiciele tego gatunku stają frontem bądź nieustannie się mieszają. Mimo że to antylopa stosunkowo prosta do podejścia i łatwa w selekcji, sam strzał czasem zostaje poprzedzony długim wyczekiwaniem. Na drugim z poniższych filmów widzimy z kolei starego byka, którego możemy pozyskać selekcyjnie, ponieważ mimo pokaźnych obwodów rogów nie powinien prowadzić stada krów.

Jak widać na afrykańskim przykładzie, niektórzy nieskomplikowane kryteria odstrzału uznają za najlepsze. Dla nas w Europie nie wszystko jest czarno-białe pod względem selekcyjności. Może problem stanowi za duża liczba wzajemnie się wykluczających badań i opinii naukowców? A może nie do końca wiemy, czy kryteria selekcji mają pomagać myśliwym w dokonywaniu odstrzału czy zwierzynie w podnoszeniu jakości cech trofeów… Jeśli to drugie, to dlaczego ciągle nie selekcjonujemy samic zwierzyny płowej pod kątem ich kondycji i wieku?

Na podsumowanie coś z zupełnie innej beczki – warto zapamiętać charakterystykę prawidłowo urożonego gnu, ponieważ wówczas na safari w Afryce nikt nam nie wciśnie kitu, że pozyskaliśmy dobrej jakości trofeum, gdy tak nie będzie. Wiedza o cechach trofeum w przypadku tej antylopy pozwoli nam zgodnie z prawem domagać się zwrotu kosztów odstrzału, w razie gdy zaplanujemy polowanie na wielkie trofeum, a dostaniemy do pozyskania selekcyjnego osobnika.

Jakub Piasecki

Czytaj więcej

Wspomnienie pierwszej Afryki

Czytaj więcej

Wspomnienie pierwszej Afryki

Zawsze przed wylotem do Afryki bierze mnie na wspominki o poprzednich wyjazdach. Tym razem jednak odgrzebałem na swoim komputerze mocno zakurzony folder ze zdjęciami z okresu na długo przed tym, jak z moją żoną Pauliną siedzieliśmy przez rok w Namibii. Ten folder, tak jak wiele spisanych historii, czeka na większe dzieło, które może nigdy nie powstanie.

Był taki czas, kiedy młody chłopak niemający najmniejszego pojęcia o polowaniu w Afryce pojechał tam na cztery miesiące. Pamiętam jak dziś, że zgubiłem się na lotnisku we Frankfurcie, że zdziwiło mnie darmowe wino na pokładzie Air Namibia i że na lotnisku w Windhuk odnalazł mnie Horsti ze słowami: „To ty masz być tym Polakiem, który zbuduje nam ambony na farmie?!”. Pamiętam też grymas Paulusa, gdy się dowiedział, że ma mnie nauczyć tropienia i polowania w afrykańskim stylu. Pamiętam uczucie towarzyszące temu, że każdy dzień był całkiem nieprzewidywalny. Czułem się niczym Kolumb, odkrywając nowe gatunki zamieszkujące sawannę. Na samą myśl o tamtych dniach czuję dym pieczonych nad ogniem żeberek z owcy (tradycyjne namibijskie danie) i czuję smak piwa Windhoek Lager przy rozmowach do późnych godzin nocnych. Pamiętam pierwsze strzelone antylopy i moment pozyskania pierwszego elanda – w tamtej chwili chyba bezpowrotnie zatraciłem się w afrykańskich łowach. Polowanie na elanda nie tylko dostarczyło mi wspomnień, lecz także na zawsze zupełnie zmieniło moje podejście do łowiectwa. Trudno to wytłumaczyć, ale w moim przypadku klikające racice ongarangombe odbiły się mocno na myśliwskiej duszy.

Za każdym razem, gdy lecę do Namibii, podświadomie tęsknię do tej dawnej, pierwszej Afryki – wolnej od myśliwskiego marketingu, sprzedaży polowań, wygód, drogich samochodów itp. Stary mauser 375 H&H na plecy, radio na pasek, butelka wody w kieszeń, jeszcze spory łyk czarnej, fusiastej kawy i w drogę – dopóki starczy sił, dopóki nie uda się podejść stada, dopóki wielkie, czerwone słońce nie przykryje dzikiej sawanny, przez wysokie trawy, ciernisty busz, z potem na skroni i radością w sercu, z satysfakcją i wszechogarniającą wolnością – to jest moja Afryka, mój Czarny Ląd ze wspomnień pierwszego pobytu, który mnie zmienił i ukształtował.

Było – minęło, cytując bohatera filmu „Pieniądze to nie wszystko”. Po drodze odbyłem bardzo dużo tych podróży do Afryki, ale pierwsza nigdy się nie powtórzyła i nie powtórzy. Mojej tęsknocie towarzyszy również radość, bo uwierzcie mi – mam co wspominać. Współczuje wszystkim, których wsadzono do mydlanej bańki, potocznie nazywanej safari, kazano im strzelać w otoczeniu płotów, realizować plany, pakiety i cieszyć się, że jest tanio. Całe szczęście nie muszę pamiętać takiej Afryki.

Jakub Piasecki

Czytaj więcej

Za miesiąc ruszamy!

Czytaj więcej

Za miesiąc ruszamy!

Nadszedł długo wyczekiwany moment – przyszły wizy do Namibii. Za miesiąc ruszamy do Kambaku! Po raz kolejny przestrzenie sawanny staną otworem przed spragnionymi przygód myśliwymi z Polski. Po raz kolejny poranek przywita wielkie czerwone słońce i przestanie się liczyć cokolwiek oprócz polowania. Po raz kolejny rozgrzaną ziemię zbroczą krople potu, a paka cruisera ugnie się pod tym, co pokonamy na gruncie. Choć tym razem droga do mojego drugiego domu była usłana gwoździami, o czym w niniejszym wpisie.

Przestrzegam wszystkich w najbliższym czasie wybierających się do Namibii bądź planujących taką podróż – nie lekceważcie procedury wizowej. Ten standardowy punkt każdego wyjazdu, opanowany przeze mnie na przestrzeni lat niemal do perfekcji, w tym roku stał się gehenną. W ambasadzie Namibii w Berlinie, w której musimy się ubiegać o wizy, zmienili się pracownicy odpowiedzialni za ten proces. Przyznam, że zawsze był problem, aby się tam dodzwonić czy załatwić coś konkretnego bez konieczności podróży do stolicy Niemiec, jednak teraz uzyskanie wizy to droga przez mękę. Jakie zaszły zmiany? Po pierwsze, procedura dotąd trwająca nie więcej niż tydzień wydłużyła się do tygodni. Po drugie, pracownicy wymagają dokumentów, o jakich nie ma mowy we wniosku wizowym. Po trzecie, życzą sobie dwóch wypisanych ręcznie egzemplarzy podania wizowego (o czym również nie znajdziemy wzmianki na stronie, tak jak o tym, że dokument potwierdzający ubezpieczenie musi zostać przetłumaczony na język angielski i zatwierdzony przez tłumacza przysięgłego). Opłata konsularna za otrzymanie jednokrotnej wizy wzrosła z 50 do 80 euro, natomiast wizy wielokrotnej Polacy w ogóle nie mogą uzyskać. Powiem szczerze, że jak na kraj, którego budżet mocno się opiera na turystyce, jego ambasada skutecznie zniechęca do wyjazdu. Wydaje mi się, że przyczyn tej sytuacji znalazłoby się kilka – nowi pracownicy, strach Namibii przed nielegalną imigracją, obecna przepychanka tego kraju z Niemcami o reparacje wojenne za zbrodnie na ludności Damara i Nama czy chociażby wzrost wykładniczy turystów odwiedzających to afrykańskie państwo. Jedno jest pewne – nas, Polaków, każdego roku dociera do Namibii bardzo wielu. Wystarczy popytać wśród znajomych myśliwych lub podróżników, by uświadomić sobie, że to jeden z głównych celów w Afryce. Szkoda, że obietnice stworzenia ambasady Namibii w Polsce pozostały tylko obietnicami. Osobiście wolałbym ambasadę Namibii w Polsce niż program 500+, ale nie mieszajmy w to polityki.

Podsumowując, jeśli wybierasz się do Namibii, to co do wizy mogę dać dwie rady. Przede wszystkim nie rezygnuj z wyjazdu do tego niepowtarzalnego kraju tylko dlatego, że teraz trudniej uzyskać zezwolenie – Namibia wynagrodzi Ci to wspomnieniami na lata. Ponadto zleć uzyskanie dokumentu firmie, która zajmuje się tym zawodowo (to dużo droższa opcja, bo prowizje pośredników konsularnych potrafią być zabójcze) albo zajmij się tym sam odpowiednio wcześniej, nie zostawiaj tej sprawy na sam koniec. Jeżeli potrzebujesz w tej kwestii wskazówki czy pomocy, to napisz – zawsze niezobowiązująco i chętnie pomogę, jak tylko będę potrafił.

Już niedługo kolejne przygody na Czarnym Lądzie. Od polowania na bawołu czuję nieustanny głód Afryki. Na myśl o tym, że wkrótce usłyszę klikanie ongarangombe, nie potrafię wysiedzieć w miejscu. Mama Namibia wzywa mnie kolejny raz, a ja już nie mogę się doczekać! Zapraszam do śledzenia naszego wyjazdu na blogu i YouTubie. Tym razem chcę pokazać Afrykę z innej perspektywy.

Jakub Piasecki

Czytaj więcej

Cena a jakość polowania

Czytaj więcej