Koronawirus zmienia plany wylotu na Czarny Ląd

Tworząc ostatni wpis, niejako trzymałem się nadziei, że jednak granice pozostaną otwarte i niebawem wyruszymy do Zimbabwe. Niestety już chwilę po publikacji okazało się, że widmo zamknięcia granic stało się rzeczywistością. Nie mnie oceniać te surowe środki bezpieczeństwa, trzeba się podporządkować i przetrwać, licząc na to, że niedługo wszystko wróci do normy. Jako rozsądni ludzie zostajemy w domu. Nie dlatego, że nie mamy wyjścia, ale dlatego, że bierzemy odpowiedzialność za nasze rodziny i bliskich.

Poniżej przedstawiam kilka zdjęć z ostatniego polowania na słonie, które udało się zorganizować na obszarze, dokąd mieliśmy się udać, ale właśnie musieliśmy przełożyć datę przylotu. Myśliwi odbyli wspaniałe łowy z dużą dawką emocji. Jak widać, z pozyskanego słonia nic się nie marnuje i łowiecka adrenalina opada w trakcie posiłku w plenerze, składającego się z właśnie strzelonego zwierza – czy można sobie wyobrazić bardziej naturalne afrykańskie łowy? Aż się łezka w oku kręci, że zaplanowaliśmy termin wyjazdu akurat na wybuch epidemii w Europie, ale któż mógł przewidzieć taką sytuację.

Pamiętajmy, że zamknięcie granic dotyczy nie tylko nas i branży turystycznej w Europie. W chętnie odwiedzanych krajach Czarnego Lądu safari jest, jak wiemy, rezerwowane z przynajmniej siedmiomiesięcznym wyprzedzeniem. Każda umowa na wyjazd pociąga za sobą pewne konsekwencje, bo mamy tu naczynia połączone. Organizatorzy czy to polowań, czy to innego rodzaju safari muszą zapełnić grafik w taki sposób, by zapewnić ciągłość zarobków sobie i swoim wspólnikom. Ci z kolei mają za zadanie utrzymać infrastrukturę i zagwarantować pracę obsłudze. Obecna epidemia dotyka Afrykę równie mocno co nas, mimo że koronawirus nie rozwija się tam w takiej skali. Gospodarka światowa stanęła. Stanął również ruch turystyczny, a niestety w ubogich krajach afrykańskich nie ma co liczyć nawet na najmniejszą pomoc państwa. Warto pomyśleć o tych wszystkich ludziach, którzy przez lata starali się maksymalnie dogodzić nam na naszych wyjazdach – oni tak samo jak my stoją teraz w obliczu wyzwania.

Miejmy nadzieję, że sytuacja szybko się unormuje. Osobiście wierzę, że latem bądź jesienią będziemy mogli się przywitać z przyjaciółmi w Zimbabwe.

W tym trudnym czasie wszystkim czytelnikom „Braci Łowieckiej” oraz tego bloga życzę dużo zdrowia, spokoju, a zwłaszcza ludzkiej twarzy w dobie epidemii. Pokażmy, że tworzymy wspólnotę, za którą bierzemy odpowiedzialność.

Jakub Piasecki, fot. arch. Biura Polowań Argali